stycznia 14, 2026

Kornelia

 


Poniższy tekst powstał na zabawę - wyzwanie u MaB z bloga Okruchy i ziarenka

Opowiadanko troszkę się rozrosło, ale mam nadzieję, że zaciekawi Was nieprzypadkowy przypadek Kornelii :)

Dziwne przypadki Kornelii

"Kornelia doskonale wiedziała na co się pisze, kiedy zdecydowała się na kryminalistykę. Przecież zawsze tego chciała, ale od pewnego czasu odczuwała coraz większe zmęczenie kolejnymi śledztwami i to bardzo trudnymi. Zaczęło się od SMUGI. Na początku była nawet zła, że musiała pomóc koledze po wypadku powracającemu do zdrowia. Zawsze lubiła pracować sama. Z czasem jednak doceniła tę współpracę. Szczególnie pomoc była wręcz niezbędna, kiedy pojawiła się CZERWIEŃ. Dwa morderstwa i to co je dzieli to siedemnaście lat a jednak coś łączyło ofiary. Dwie młode kobiety i mroczne tajemnice, które bardzo powoli odsłaniały przed sobą kolejne ich karty.

Tak, to bardzo wykończyło jej dotąd spokojne podejście do rozwiązywanych spraw.

Kiedy Bartosz zadzwonił i przez telefon rzucił CZERŃ, wiedziała, że nie będzie to zwyczajne i proste śledztwo. Tym bardziej, że chodziło o dzieci. To zawsze sprawiało, że budziła się w niej lwica w pełnym tego słowa znaczeniu. Może to przez rude włosy, których nigdy do końca nie mogła opanować. Pomyślała nawet o ich ścięciu dla wygody, lecz praca sama do niej się rwała, więc to musiało zaczekać na wolniejszą chwilę

Cieszyła się licząc po cichu, że BIEL będzie miała w sobie coś bardziej delikatnego jak śnieg. Młoda studentka, samobójstwo, złoty łańcuszek. To było zbyt proste i wcale nie miało jasnych odcieni. Po rozwiązaniu tej sprawy obiecała sobie chwilę wytchnienia, lecz jak to w życiu bywa musiała odłożyć swój krótki ale urlop. Na kiedy? Nie wiadomo. W tej pracy nic nie jest do końca wiadome, no i to uporczywe dążenie do zapięcia wszystkiego na ostatni guzik a winnych za kratki.

Bartosz oczywiście zadbał o wypełnienie czasu i położył przed nią ŻÓŁĆ, jakby wiedział, że to na pewno ją zainteresuje. A jakże, przecież miejsce to jej ukochany Sopot, do którego pędziła samochodem, czasami nawet przekraczając prędkość. Ten sam Sopot miał także drugą, mroczną stronę. Gangi samochodowe, nielegalne substancje, nocne kluby i w tym przestępczym światku prowadzący szkołę uwodzenia. Od niego wszystko się zaczęło i kończy z imieniem Maria nie tylko w tle. Po rozwiązaniu tej sprawy odetchnęła z ulgą i bez zbędnych ceregieli przyjęła nową – BŁĘKIT. Wiedziała, że po rozwiązaniu tej sprawy definitywnie bierze długi urlop i wyjeżdża. Tym bardziej, z jeszcze większą motywacją przystąpiła do pracy. Przeczytała akta. Przypomniała sobie o innej sprawie bardzo podobnej, wtedy sprawcy nie złapano. Skupiła się na tym, by tym razem nie poszło tak łatwo a winny trafił tam gdzie powinien. Nie ważne, czy to ten sam czy też ktoś zupełnie inny. Zasłużył na karę jak mało kto.

Kiedy siedziała w samolocie była na sto procent pewna, że już nic nie przeszkodzi jej odpocząć. Musi się zdystansować od tego pełnego kolorów zła. Zapomnieć o tych młodych dziewczynach, dzieciach i przystojnym pewnym siebie uwodzicielu kobiet, który skończył tak marnie.

Wybrała kierunek lotu niezrozumiały dla niej samej. Widocznie tego potrzebuje. Znajoma podała jej adres KSIĘGARNIA NAPOJÓW KSIĘŻYCA. Samolot startuje a ona zamyka oczy i uśmiecha się do myśli jaki napój sobie zamówi w tej nietuzinkowej księgarni."


 Przylot


Na lotnisku czekała na nią Anna, przyjaciółka jeszcze ze szkoły podstawowej. Ich kontakty nie były może codzienne, ale od czasu do czasu dzwoniły do siebie. Anna została projektantką ogrodów, wyspecjalizowała się w tworzeniu ogrodów w zgodzie z filozofią zen. Po kilku latach pracy w Polsce zaryzykowała i ot tak, po swoim ślubie wyjechała do Japonii, najpierw do Tokio, a później zamieszkała w Osace. Ta japońska przygoda jak sama o niej mówi trwa już 12 lat.

Kornelia zawsze po cichu ją podziwiała za spontaniczność i odwagę, która pozwoliła na bardzo urozmaicone i ciekawe życie. Tego nawet jej zazdrościła, ale w takim dobrym znaczeniu.

Ze swoimi konkretnymi planami na każdy dzień z poranną kawą i lekturą codziennej prasówki stała się monotematyczna. Coraz bardziej to zauważała, chociaż jak mogła starała się to ukryć.

Nie chciała burzyć porządku dnia Annie, więc zatrzymała się w hotelu „Marofukuro”. Z dala od tętniącego życiem centrum, który zarekomendowała jej znajoma prokurator z Olsztyna, z którą miała okazję współpracować przy jednym ze śledztw, trudnych i powiązanych ze sobą miejscami.

Kiedy weszła do swojego pokoju, zdjęła szpilki, o których pomyślała po jaką cholerę je w ogóle brała. Przecież czeka ją sporo zwiedzania, więc definitywnie nie nadawały się do tego celu. Usiadła na łóżku i odetchnęła z ulgą. Po chwili wstała i poszła pod prysznic , jakby chciała zmyć z siebie wszystko co związane z szklistymi, nieruchomymi oczami, okaleczonymi kończynami czasem nawet bez. Zamknęła oczy, by nie wracał do niej obraz zrozpaczonych rodziców lub małżonków po stracie. Jak wytłumaczyć bez żadnych emocji to zło, które dotknęło ich bliskich.

Ubrała się w lekki, niezobowiązujący strój, zeszła do hotelowej restauracji. Zamówiła kawę i obserwując pozostałych gości czekała z rosnącą ekscytacją na Annę. Kiedy zobaczyła ją przez szklane drzwi, z jaką dziewczęcą wręcz werwą mimo lat przekroczyła próg z szerokim uśmiechem na twarzy, odczuła lekki niepokój, co też przygotowała na wypełnienie jej wolnego czasu.


Spotkanie z Anną

Patrzyła na Annę z niedowierzaniem. Przecież to ona, Korni (tak ją nazywali bliżsi znajomi) zawsze była tą, która mówiła bez przerwy i miała szalone pomysły. Pomyślała, że tak naprawdę nie znała tej nieśmiałej dziewczyny, od której trzeba było wyduszać zdanie po zdaniu. Teraz patrzy na uśmiechniętą dziewczynę, pewną siebie, która wiele osiągnęła w życiu zawodowym. Kiedyś przeczytała o kilku zdobytych prestiżowych nagrodach dla architektów. Założyła rodzinę jeszcze w Polce, tutaj w Japonii urodziła dwójkę dzieci. Spoglądała na nie przestającą omawiać plan działania Annę i pomyślała o sobie.

Co tak naprawdę osiągnęła. Całe życie obraca się wokół rozwiązywanych spraw, teraz sięga po akta tych starszych i nierozwiązanych. Należy do jednych z najlepszych śledczych w województwie. Chodzi na siłownię, do sauny, ale wie, że to przecież nie wszystko. Coś jej brakuje, nawet nie potrafi tego zdefiniować, ale wie, że tak jest. Czy to tylko na widok uśmiechniętej Anny, pokazującej w telefonie swoje latorośle poczuła nagły ucisk w żołądku jako objaw dyskomfortu, że ona nie ma nic. Dosłownie nic oprócz życia zawodowego.

W swobodną aczkolwiek konkretną ścieżkę myśli w głowie Kornelii wkręcił się mocny głos Anny z pytaniem czy jest gotowa. Chcąc nie chcąc przytaknęła, bo w końcu zdecydowała się na tę kolosalną zmianę w tych wolnych dniach. Co jej szkodzi zaryzykować...


Ekscytacja



Wspólne zwiedzanie z Anną sprawiło, że każdy dzień był inny. Starannie zaplanowane, z najdrobniejszymi szczegółami, jakby wiedziała, czego tak naprawdę Kornelii potrzeba.

Bardzo się cieszyła z tego, że praca nie wysuwała się na pierwsze miejsce w jej myślach. Pojawiły się inne, dotąd jej nieznane, albo przesuwane do najdalszych zakątków jej umysłu. Duży wpływ na pewno miało przejście Ścieżką Filozofa i niezapomniana obecność w świątyni Fushimi Inari Taisha,

Kiedy przeszła przez bramę słońce zachodziło i zapalały się latarnie. Kiedy mijała kolejne torie, chociaż nie znała treści słów na nich wypisanych czuła się coraz bardziej wolna.

Ta wolność pozwoliła jej na swobodny przepływ myśli. Coraz więcej pytań do siebie i od razu gotowe odpowiedzi. Tego się nie spodziewała po sobie, że stać ją na to. Zawsze uporządkowana, zaplanowana od samego rana do późnego wieczora. Czasami czuła się zrośnięta z zegarkiem na ręku. Tutaj od pierwszego dnia go nie zakładała. Przestała być więźniem czasu i wcale nie odczuwała jego przemijania, poddała się temu bez obaw.

Zauważyła, że zaczęły ją cieszyć zwyczajne, małe rzeczy. Przekonała się do próbowania nowych potraw a nawet do założenia tradycyjnego kimona. Kiedyś wydawałoby się jej to zbyt szalone, teraz zaszalała w inną stronę i skusiła się nawet na jego zakupienie. Tym bardziej, że było w jej ulubionym niebieskim kolorze i z białymi kwiatami wiśni. Spoglądała z zadowoleniem na rozłożone na łóżku kimono i pomyślała, dlaczego tak rzadko ubiera się na niebiesko, ba, nie ma nawet zbyt dużo ubrań, tylko dwie bluzki w tym kolorze. Wiśnie, uśmiechnęła się i próbowała sobie przypomnieć kiedy jadła je ostatnio. Dawno temu. Może jeszcze z Anną, kiedy jako nastolatki przeszły przez płot do sadu, który mijały jadąc rowerami do ich koleżanki z klasy – Kasi. Ciekawe co u niej?

Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk komórki. To Anna. Powiedziała, że pospacerują po dzielnicy Gion, a wieczorem zabiera ją do siebie na kolację, ponieważ ktoś chce ją poznać. To ostatnie wprowadziło w myślach Kornelii małe zamieszanie. 


Kto, jak i po co?
Dawno tak się nie czuła, Poczuła w sobie coś na kształt ekscytacji.

Kolacja

Spacer z Anną był bardzo ciekawy. Przede wszystkim dlatego, że to dzielnica gejsz i tradycyjnych domów machiya. Wszystko było dla Kornelii nowe, inne. Tym bardziej doceniała każdy krok i rozmowę z jedną z gejsz, ponieważ to miejsce zostało zamknięte dla turystów. Było to bardzo trudne dla władz, ale zostali zmuszeni do tego przez nieodpowiednie zachowania turystów. Zaczepianie gejsz, niestosowne zaczepki, czy też wchodzenie ot tak do prywatnych domów. Dzięki Annie mogły spokojnie się tam przemieszczać i podziwiać ten jakże inny świat.

Tyle wrażeń, o które zadbała Anna sprawiło, że poczuła się zmęczona, ale przed nią kolacja w domu Anny i tajemniczy gość, którego miała poznać. Przyjaciółka zdradziła jej tylko imię – Takahiro.

Kiedy weszły do domu okazało się, że tajemniczy gość już jest, rozmawia z Kentą, mężem Anny.

Po krótkiej prezentacji zasiedli do stołu. Do stołu to za dużo powiedziane, ponieważ był dużo niższy a wokół rozłożone poduchy do siedzenia. Dobre i to, pomyślała, bo bała się, że będą korzystać z tradycyjnego siedzenia a raczej klęczenia na piętach. Tego się bała, nie wie czy wytrzymałaby tyle czasu. Kolacja przebiegła w bardzo przyjemnej atmosferze. Po niej przenieśli się na normalne sofy, które stały naprzeciwko siebie w bardzo zgrabnym wykuszu. Tak sobie nazwała dla użytku własnego, ale była to wydzielona z pokoju dziennego przestrzeń. Bardzo minimalistyczna przestrzeń.

Tutaj rozmowa stała się swobodniejsza i wyjaśniła wiele ciekawych faktów z życia Takahiro. Okazało się, że pracował w policji i zajmował się kryminalną odsłoną Japonii , głównie Yakuzą. Jej powiązaniami i niestety zabójstwami, których było sporo.

Przy pracy Takahiro, o której troszkę opowiadał, oczywiście tylko to co mógł powiedzieć jej własna praca stała się prosta i nieciekawa i uzmysłowiła jak wiele traciła w swoim życiu. Samotność z wyboru, by nie obarczać swoimi problemami innych. Czy tego chciała? Kiedy dokonywała wyboru swojej drogi życiowej nie pomyślała o tym, a przecież kiedyś chciała mieć normalne życie, rodzinę, dzieci. Zazdrościła innym, że pomimo pracy i obowiązków założyli rodziny, mieli domy, do których wracali, bo ktoś na nich czekał. A ona? Wracała do pustego mieszkania, chłodnego od progu, bo tak go urządziła. Nie miała nawet kota. Nie odpoczywała tak naprawdę, czasem jeszcze pracowała.

Po powrocie do hotelu nagle poczuła się bardzo zmęczona i starsza niż jest. To był jej ostatni dzień w Kioto. Jutro w południe wraca do kraju. Do pracy, do schematycznego, bezbarwnego życia.

W głowie miała mętlik i po raz pierwszy ucieszyła się na dzwonek komórki. Spojrzała na numer i uśmiechnęła się delikatnie. Zadzwonił Bartosz i zaoferował, że przyjedzie po nią na lotnisko. Przecież nie musiał…

 Codzienność

Od powrotu Japonii minęło pół roku. Kornelia w ciągu tych kilku miesięcy zrozumiała wiele rzeczy. Uświadomiła sobie, że jeszcze jest czas i to ona musi się zmienić, by mogła zacząć żyć dla siebie i dla innych. Z każdym kolejnym dniem dostrzegała, że są obok niej inni ludzie i to, że łączy ich nie tylko praca. Praca, która nie należała do łatwych, bo przecież dotyczyła głównie tych, którzy stracili życie czasem w makabrycznych okolicznościach.

Zmieniła podejście i stwierdziła, że życie ma również inne kolory – jaśniejsze. Pomalutku zmieniała to co się dało zmienić. W sterylnym, biało chromowym mieszkaniu pojawiły się kolory: pomarańczowy, zielony. Pojawiły się również rośliny, jako pretekst do stworzenia namiastki ogrodu, o którym kiedyś marzyła.

W pracy Kornelii wiele się się zmieniło, chociaż była to jedna z trudniejszych decyzji jak podjęła. Zmieniła ją na zajęcie zupełnie do niej niepodobne. Za namową swojej dawnej koleżanki z liceum stworzyły butik. Własnoręcznie zaprojektowana odzież, torebki i inne kobiece akcesoria. Nawet nie myślała, że ma w sobie takie zdolności. Nagle uświadomiła sobie, że to jest to, co gdzieś siedziało po skórą i długo czekało by się ujawnić. Potrzebowała tylko małego impulsu z zewnątrz i spotkania z osobami, którzy pokazali jej inny świat, ten normalny. Nic nie dzieje się przecież przypadkiem.

Rok później - epilog

Z Bartoszem umówili się, że podjedzie po nią do butiku po pracy. Pojadą na weekend nad jezioro Ciche na Pojezierzu Brodnickim. Stamtąd pochodził Bartosz. Spotkają się z jego rodziną, troszkę odpoczną, ponieważ wchodzą w dość intensywny czas przygotowań do najważniejszego dnia w życiu. Dla nich obojga. Zobaczyli siebie inaczej, chociaż widywali się codziennie w pracy, ale to nie to samo. Teraz będą odkrywać dzień po dniu ich życie razem. Na samą myśl, jak to będzie, Kornelia w duchu się uśmiecha.


Koniec


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © W moim jaśminowym zaciszu , Blogger